Grota Kota
koty rosyjskie niebieskie
koty egipskie Mau

Hodowla kotów rosyjskich niebieskich i egipskich mau

Hodowla kotów rosyjskich niebieskichKażda hodowla kotów rasowych ma swoją historię, często pełną kocich historyjek i fascynujących chwil spędzonych w towarzystwie najcałuśniejszych i najbardziej ufnych zwierząt z rodziny kotowatych. Chciałabym przedstawić moją, która rozpoczęła się wiele lat temu, jeszcze w domu rodzinnym i trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Zapraszam do lektury.

 

Odkąd sięgam pamięcią otaczały mnie zwierzęta. W domu koty, psy, szynszyle, wróble, kanarki, rybka złota a na ogródku działkowym króliczki i kury. Wakacje spędzane na wsi, gdzie zwierzyńca było jeszcze więcej. Nie wyobrażam sobie życia bez przyjaciół czworonożnych, było by smutne i jakby wciąż czegoś w nim brakowało.Przygoda z kotami rozpoczęła się od Mruczka – dachowego kota, którego przynieśliśmy z działek. Kot w typie psa. Chodził na smyczy, wychodził na spacery i wracał sam ‚po balandze’ do domu. Tu czekał pod drzwiami mieszkania, które mieściło się na piątym piętrze. Kocur był tak niesamowity, że wspomnienia po dziś dzień przychodzą jak żywe. Być może to właśnie Mruczek zaszczepił we mnie miłość do kotów. Lecz nic co dobre nie trwa wiecznie.

Z czasem zaczęłyśmy zauważać, że jego sierść zrobiła się matowa, chudł w oczach. Dostawał lepsze jedzenie, bo sądziłyśmy, że czegoś mu brakowało. To jednak nie przynosiło rezultatów. Kot nie mówił, że źle się czuje, a my z mamą nie znałyśmy się na mowie ciała zwierząt. Wizyta u weterynarza potwierdziła tylko nasze przypuszczenia, że coś jest nie tak. Jednak nie spodziewałyśmy się, że jest aż tak źle. Mruczek był w agonalnej fazie raka wątroby z przerzutami. Zmarł niecały miesiąc po diagnozie.Gdybym miała tą wiedzę, którą mam dziś – mogłabym mu wydłużyć życie, a może nawet je ocalić.

Kolejny kociak trafił do domu jako zastępca Mruczka – był maluszkiem porzuconym przez mamę i przeziębionym przez człowieka. Miało być dobrze a tymczasem kolejny kociak umierał mi na rękach przez dwa tygodnie walcząc o życie. Mimo natychmiastowej interwencji weterynarza – ludzkie działania w zderzeniu z przeznaczeniem okazały się bezskuteczne.

Wraz z nim zakończył się pewien etap w moim życiu. Tak bardzo kochałam te stworzenia, że ich odejście pozostawiło wyrwę emocjonalną w moim sercu. Mama widząc moją melancholię postanowiła już nigdy kota nie przygarnąć. Ale w międzyczasie były kanarki, wróble i inne zwierzaki…aż w końcu przyszło to co zapisane w kartach przeznaczenia.

Upatrzyła nas sobie pewna czarna koteczka…tak się przymilała, tak mruczała, witała, że nie było wyjścia. Uległyśmy jej czarowi i zamieszkała z nami. Po czasie, jak dorosła postanowiła postarać się o potomstwo. Co prawda – nie uzgodniła tego z nami, ale cóż… jak nie kochać maluszków, które przyszły na świat?

I tak mijał dzień za dniem.

Przyszedł też czas na mój wylot z gniazda, założenie rodziny, dzieci…

 

Jaką rasę kota wybrać?

 

Jednak dom bez zwierząt nie był pełnym domem. Zaczęły się poszukiwania. Byłam pewna – kot wypełni tą lukę…ale jaki: rosyjski, mau, ragdoll? Wybór był trudny. Chciałam mieć kota rasowego, żeby nie było już żadnych niespodzianek zdrowotnych, zsocjalizowany, wykochany. Tylko którą rasę wybrać?

W tym wyborze pomogła mi wystawa kocia. Na jednej z nich zobaczyłam rodzinę uwijającą się przy swoich skarbach. Byli tak zaangażowani a kot – przecudny, ufny, o szmaragdowym spojrzeniu – że zakochałam się. U tej właśnie „kociary” zakupiłam pierwsze swoje dwie koteczki rosyjskie (mimo, że miała być tylko jedna) a przy okazji otrzymałam od hodowczyni mały prezent. Kobieta „ zaraziła mnie” pragnieniem otoczenia się niebieskimi cudami, bo skoro ona może mieć dzieci i wiele kotów – to ja też 🙂

I tak też się stało 🙂

 

Hodowla kotów rosyjskich niebieskich i egipskich mau

 

Z czasem do mojego kociego stadka dołączyła kotka mau egipska dodając kolorytu całej rosyjskiej arystokracji.

Dzisiaj jestem szczęśliwa, gdy mogę zasnąć a koty są wokół mnie, kiedy jak przychodzę do domu – ocierają się o moje nogi, gdy domagają się buziaków, jedzenia, gdy jestem chora wygrzewają i ładują mnie swoją energią. Kocham również i to, gdy w swój – koci sposób pokażą mi, że coś im się nie podoba i zrobią mi psikusa.